Zanim zostałam matką, moje życie było łatwiejsze z jednego prostego powodu. Nie musiałam prosić kogokolwiek o pomoc. Zawsze byłam samodzielna. Mojemu mężowi bardzo imponowała ta niezależność, był dumny z samodzielnej i przedsiębiorczej żony. W momencie narodzin mojego syna wszystko się zmieniło. Nie dawałam rady fizycznie zajmować się dzieckiem 24 godziny na dobę, z daleka od rodziny, z wiecznie pracującym i zmęczonym mężem. Byłam słaba, zagubiona, przemęczona. Nagle musiałam zacząć prosić o pomoc. Od tego czasu narastała we mnie złość!

Nie dla ściemy!

Nie chcę nowoczesnego podziału obowiązków i życia w małżeństwie o tradycyjnym podziale obowiązków! Nie zaakceptuję sytuacji, gdzie wielkim wyczynem ze strony mężczyzny  jest niedzielny spacer z synem. Nie zaakceptuję tego, że facet powinien pomagać matce swojego dziecka. To jest chore! On nie powinien pomagać, ale powinien być obecny, robić swoje po prostu! Dokładnie tak, jak robią to matki!

Ja chcę, aby matki wszystkich mężów się ocknęły i przestały wypuszczać w świat stado niezaradnych życiowo kalek! Dla mnie to jest kalectwem, jeżeli od swojego dziecka nie wymaga się niczego! Matka podaje talerz z jedzeniem pod nos, sprząta brudne skarpetki z pod łóżka i nie wymaga pomocy w domowych obowiązkach. No tego ta matka jest dumna z faktu, że jej dzieci mogą zawsze u mamusi odpocząć, nie robić nic i leżeć do góry pełnym mamusinego obiadu brzuszkiem!

Nowoczesna rola kobiety

Alleluja, mamy równouprawnienie!

Czasy się zmieniają. Kobiety mogą się realizować bardziej niż kiedykolwiek!

Dzięki Ci Boże, że mogę pracować, robić karierę, zajmować się dzieckiem, być wzorową panią domu i demonem seksu jednocześnie! Czuję się wyróżniona! Niemal jak robot wielofunkcyjny i dożywotnim okresem gwarancji! Pracowita i zadbana kobieta sukcesu, gotowa do poświęceń i opiekuńcza matka, a jednocześnie prowokująca seksbomba!

Czasem ogarnia mnie niemoc! Czy tylko ja muszę walczyć o pomoc i wsparcie z moim mężem? Czy ja powinnam prosić ojca mojego dziecka –  własnego męża, aby zajął się swoim dzieckiem? Czy facet nie powinien sam dojść do wniosku, że można dać z siebie więcej? Jeżeli ktoś uważa,  że rola ojca sprowadza się do posiedzenia w piaskownicy raz na tydzień, to taka osoba nie powinna mieć nigdy dzieci! Serio! Mam nadzieję, że mój małżonek wysili się na tyle, aby przeczytać ten wpis ze zrozumieniem, bo prędzej wezmę rozwód, niż zgodzę się na funkcjonowanie w takim modelu rodziny!

Mam dosyć wymówek, mam dosyć lenistwa, mam dosyć tej ściemy! Ja ciężko pracuję, dbam o naszego synka i żądam równouprawnienia w rodzicielstwie! Żądam chwili odpoczynku! Będę się domagać sprawiedliwego podziału obowiązków. Jeśli moje żądania wkrótce nie zostaną spełnione, to żądam rozwodu!

Nowoczesna rola mężczyzny

Jestem załamana istnieniem mężczyzn, którzy nadal myślą, że dbanie o dom i wychowanie dzieci to domena kobiet! Wyjątkiem tutaj nie jest mój własny mąż i to uważam za moją wielką porażkę. Nigdy nie przypuszczałam, że trafi mi się taki egzemplarz, który dzieckiem zajmować się będzie tylko w dzień wolny od pracy. Właśnie dlatego świat potrzebuje feministek.

Dlaczego facet ma zrobić coś, gdy mu o tym powiesz? Mi nikt nie musi mówić, co w danym momencie powinnam zrobić w domu, czy dla mojego dziecka. Czy ja muszę mówić swojemu mężowi, że jestem zmęczona po pracy? On nie dostaje dziecka w ramiona zaraz po powrocie z pracy, gdy potrzebuje chwili odpoczynku i pada na twarz.

Tak dla prawdziwego równouprawnienia!

Czym jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn? Najprościej można je określić jako równość! Równość  wprawach, ale także w obowiązkach. Jeżeli ktoś wybiera model rodziny, w których to mężczyzna zarabia a kobieta zajmuje się domem i dziećmi, to jasne że większość obowiązków w domu spadnie na kobietę. Ale wydaje się logiczne w sytuacji gdy obydwoje rodzice pracują, że obowiązki domowe i opieka nad dzieckiem będzie dzielona po równo, prawda?

Przez lata nasze matki i babki zajmowały się domem, wychowaniem dzieci i dbaniem o męża – żywiciela rodziny! Ale ja mówię dość! Ja mam prawo głosu, mam prawo do odpoczynku i mam prawo oczekiwać więcej! Rzygam wygodną logiką facetów, którzy uważają ze zajmowanie się domem i dzieckiem , to kobieca rola.

Dbanie o dom to wspólna praca. Wychowanie dzieci to wspólna praca. Trzeba robić, swoje, po równo i wspólnie. Ja nie chcę „pomocy” od mężczyzny! Ja żądam wspólnych praw i obowiązków. Amen!