Przez kilka  lat zastanawiałam się, kiedy będzie najlepszy czas na zmiany? Kiedy odważę się spakować walizki i wrócić na dobre do kraju, do korzeni i  rodziny. Robiłam bilanse zysków i strat, rozważając wszystkie możliwe scenariusze. Przed rezerwacją biletów w jedną stronę powstrzymywał mnie tylko strach przed tym, jak poradzę sobie w polskiej rzeczywistości?

Koniec i początek…

Kiedy nad angielskim niebem zebrały się jesienne deszczowe chmury, a mój syn zaczął niezdarnie wypowiadać pierwsze angielskie słowa, wiedziałam że już czas! Już czas na drastyczne zmiany w poziomie życia, czas na odważne decyzje i pakowanie walizek. Czułam, że jeśli zostaniemy w Anglii kolejne dziesięć lat, to Franek nie będzie znał języka polskiego, ani rozumiał kultury mojego kraju. Jeśli zostanę dłużej, to już zupełnie zapomnę jak smakują polskie warzywa z ogródka latem, jak pachnie polskie powietrze wiosną. Mój syn nie ulepi bałwana ze śniegu zimą, ani nie przyniesie mi złotego bukietu z pięknych jesiennych liści.

To wszytko, czego nie będzie mógł doświadczać nasz syn plus mój pogarszający się stan zdrowia ostatecznie pomogło podjąć decyzje o powrocie praktycznie z dnia na dzień. Nie wiedziałam jak sprawy poukładają się dla nas w Polsce. Nie czekał na nas dom, ani załatwiona praca. Miałam za to rodzinę, na którą mogłam liczyć i w głowie plan działania na pierwsze miesiące po powrocie. Albo teraz albo nigdy.

Najlepszy czas na zmiany…

Już od pierwszego dnia Polska zachwyciła mnie na nowo! Znajome miejsca, ojczysty język i zapach powietrza na dzikim wschodzie kraju. Gdybym mogła cofnąć czas, to decyzja o powrocie z emigracji zapadłaby dużo wcześniej. Jedynym co mnie ograniczało, to strach przed nieznanym. Paraliżował mnie strach przed warunkami życia w Polsce. Strach wywołany kolejnymi doniesieniami osób emigrujących. Obawa przed mentalnością ludzi i złośliwością urzędników. Tak wiele mogłam stracić ze strachu przed nieznanym. Zyskałam wiele,a o najważniejszym możecie przeczytać tutaj.

Strach przed zmianami okazał się zupełnie niepotrzebny, a cały proces adaptacji nie tak bolesny, jak wcześniej przypuszczałam. Zaczęłam zupełnie nowy rozdział  życia, a ten blog będzie jego dokumentacją i osobistym pamiętnikiem.