34 urodziny za mną. Niby nic wielkiego, bo nie przywiązuje do tego dużej uwagi. Jednak w tym roku dopadła mnie refleksja i nadszedł czas przemyśleń. Nie wiem czy się zwyczajnie starzeję, czy nadchodzi jakiś przełomowy okres w moim życiu, ale dzieje się coś ważnego.

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że dokładnie wiem czego chcę od życia i jak poukładać wszystkie jego aspekty według określonego planu. Jednak im jestem starsza, tym wizja idealnego życia staje się coraz bardziej mglista. Z każdym rokiem coraz mniej planuję i więcej obserwuję.

IDEALNA KOBIETA

Zanim zostałam matką i żoną, to w głowie miałam idealny obraz dorosłego życia. Widziałam siebie jako szczęśliwą matkę, która jest źródłem radości i stoickiego spokoju. Byłam w tej wizji mamą wymagającą i  konsekwentną, która jednak wychowującą swoje dzieci bezstresowo i po partnersku. Błąd!

Moja wizja to stająca zawsze na wysokości zadania siłaczka, mająca czas na długie zabawy, gotująca tylko zdrowe posiłki dla rodziny, a jednocześnie spełniająca się zawodowo kobieta sukcesu. Błąd!

Widziałam siebie jako zadbaną i tryskającą entuzjazmem żonę, która zawsze będzie witana w progu domu bukietem kwiatów i słodkim pocałunkiem od męża. Kolejny błąd!

Z perspektywy czasu wiem, że nic co sobie wyobrażałam nie pokryło się z rzeczywistością. To jest po prostu wizja nierealna i zupełnie oderwana od codziennego życia! Teraz sama nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się odnaleźć równowagę pomiędzy byciem dobrą matką, kochającą żoną i spełniającym się zawodowo człowiekiem. Okazuje się, że zawsze jest coś kosztem czegoś i chociaż nie wiem jak bardzo bym się starała, to popełniam błąd za błędem.

IDEALNY PARTNER

Kiedyś wiedziałam, że mój przyszły mąż i ojciec moich dzieci będzie chodzącym ideałem. Okazuje się że na udany związek trzeba zapracować, trzeba się starać, często iść na kompromis a ideały zwyczajnie nie istnieją!

Tylko już nie wiem gdzie leży granica pomiędzy tym, co robić dla związku należy a kiedy przychodzi pora aby się pożegnać? Nie wiem na pewno czy lepszy jest wspierający partner, który ułatwia życie na każdym kroku, czy może cham, który pokaże na co godzić się nigdy nie można? Czy więcej siły daje obecność męża wiecznie nieobecnego, czy może świadomość bycia samodzielną matką zdaną tylko na siebie?

Gdzie leży granica między tym, że jeszcze warto się starać, a tym że już bezwzględnie należy odpuścić?Nie mam pewności. Chociaż przerobiłam kilka związków, to nadal nie wiem jaki ten idealny związek powinien być?

IDEALNE DZIECKO

O dzieciach i ich właściwym wychowaniu wiedziałam wszystko jeszcze zanim zostałam mamą Franka. Jaka ja byłam mądra, jak dobrze do rodzicielstwa przygotowana, po prostu nic nie mogło mnie zaskoczyć. Trwałam w takiej niezachwianej pewności do momentu narodzin własnego dziecka. Kiedyś wiedziałam wszystko, teraz nie wiem już nic.

Nie mam przepisu na grzeczne dziecko, ani na skuteczne metody wychowawcze. Okazało się że bezstresowe wychowanie dziecka, to jakaś abstrakcja, chociaż jeszcze niedawno tak bardzo chciałam w to wierzyć. Nie chcę bić swojego dziecka, ani w sadzać na karnym jeżu, chociaż gdy temperament i upór mojego syna mnie przerasta stosuje wszystko, od karnej pufy, przez klapsa, aż po straszenie złą wiedźmą zabierającą niegrzeczne dzieci nocą.

Patrze na mojego syna i często miotają mną sprzeczne uczucia. Przez moment czuję, że kocham go nad życie i mam ochotę wycałować każdy centymetr jego pachnącego ciałka, aby za chwilę rwać włosy z głowy nad jego kolejnymi wybrykami. Czasem myślę, że jego siła charakteru to powód do dumy, a czasem mam ochotę uciec od konfrontacji z jego krnąbrnym zachowaniem tam, gdzie pieprz rośnie. Chociaż w sumie to nawet nie wiem, gdzie ten cholerny pieprz rośnie?!

IDEALNY CZAS

Zbyt długo planowałam zanim podejmowałam konkretne działanie. Zbyt często zwlekałam w oczekiwaniu na idealne okoliczności. Przez wiele lat moją bolączką był chorobliwy perfekcjonizm i próby dopracowania każdego detalu zanim ostatecznie dochodziłam do wniosku ze jestem gotowa. I co?

Teraz rozumiem już że nigdy nie będzie idealnego czasu na zmiany. Zawsze będzie dobry powód, żeby odłożyć odważne decyzje na kiedy indziej. Wewnętrzny krytyk zawsze będzie cicho szeptał mi do ucha, że mam jeszcze czas na działanie, że jestem zbyt zmęczona aby poćwiczyć i by zajęta, żeby wieczorami pisać na blogu. Czuję się zbyt komfortowo w wykonywanym zawodzie, żeby wszystko zmienić i zacząć od nowa. Zbyt bezpiecznie jest mi w obecnej sytuacji, aby wyjść poza strefę komfortu i zacząć żyć zupełnie inaczej, niż dotychczas.

IDEALNE ŻYCIE

Nie mam przepisu na dobre życie. Nie wiem nawet co to znaczy żyć dobrze? Czy dobre życie to takie poukładane, bez żadnych turbulencji trwanie? Czy może dobre życie jest wtedy, gdy pokonujemy kolejne przeszkody i doświadczamy bolesnych wydarzeń, żeby wzrastać? Czy potrzebny jest ten ból egzystencjalny, czy może trzeba za wszelką cenę dążyć do szczęścia? Nadal nie wiem.

Wiem jednak że przychodzi czas, kiedy obecne życie zaczyna być ciężarem. Wiem, że kluczem jest rozwój! Rozwój jednak nie jest łatwy….

Nie jest mi łatwo wymykać się o 22 wieczorem, żeby popracować nad swoimi małymi marzeniami. Nie jest mi łatwo kiedy jestem zmęczona, ale podnoszę się z łózka godzinę wcześniej żeby zrobić coś więcej dla siebie, niż dodatkowa godzina snu.

Nie jest łatwo wrócić do szkoły do 10 latach przerwy, kiedy w domu zostaje małe dziecko a większość czasu spędzam w pracy na etacie.

Nie wiem nic na pewno, ale wiem że jeżeli będę szla do przodu, to będzie warto!

Każdy mały krok, kolejny zrealizowany cel, każde małe zwycięstwo to mój osobisty rozwój. I wcale nie muszę znać wszystkich odpowiedzi, ani nawet wiedzieć dokładnie dokąd zmierzam, żeby iść przez życie we właściwym kierunku.